Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Postępowanie cywilne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Postępowanie cywilne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 lipca 2013

O rzeczach zagubionych i o tym, czy można znaleźć testament

Czytam sobie ostatnio Kodeks Cywilny (czasem naprawdę warto czytać kodeksy, żeby nie zapomnieć niektórych przepisów) i dziś dotarłam do przepisów o znalezieniu rzeczy. Dlatego też teraz kilka słów o tym jak wygląda sytuacja prawna znalazcy. Zasadniczo jeśli znajdziemy jakąś rzecz, o której sądzimy, iż została przez kogoś zgubiona, to powinniśmy niezwłocznie zawiadomić o tym właściciela rzeczy. Zazwyczaj jednak trudno to ustalić i wtedy też powinniśmy oddać rzecz odpowiedniemu organowi państwowemu. Tym organem jest starosta, jednak w przypadku miast na prawach powiatu (takim miastem jest np. Sosnowiec) kompetencje starosty przejmuje prezydent miasta. Dlatego też jeśli znajdziemy coś na terenie Sosnowca, to powinniśmy udać się do Urzędu Miejskiego, gdzie działa Biuro Rzeczy Znalezionych. Dzięki tej stronie dowiemy się jakie rzeczy zostały ostatnio znalezione w naszym mieście. Być może któraś z nich należy do Państwa?

Oczywiście w tym miejscu wielu osobom może przyjść do głowy pytanie dotyczące tego, co znalazca będzie z tego miał. Odpowiedź również znajdziemy w Kodeksie Cywilnym.  Zgodnie z art. 186 Znalazca, który uczynił zadość swoim obowiązkom, może żądać znaleźnego w wysokości jednej dziesiątej wartości rzeczy, jeżeli zgłosił swe roszczenie najpóźniej w chwili wydania rzeczy osobie uprawnionej do odbioru. Dlatego też jeśli znajdziemy np. portfel, w którym znajduje się 1000 zł i zwrócimy go właścicielowi, to mamy prawo żądać wydania nam kwoty 100 zł. Jest to tak zwane znaleźne.

Na koniec jak zwykle przedstawię jeszcze ciekawe orzeczenie Sądu Najwyższego, które dotyczy tego zagadnienia.  Mianowicie sprawa dotyczyła tego, iż pewna pani znalazła testament i jako znaleźnego zażądała od spadkobiercy 1/10 wartości spadku. 

Okoliczności znalezienia testamentu były takie, że spadkodawca pan Józef B. zmarł w Londynie, gdzie pozostawił po sobie mieszkanie. Spadkobiercą Józefa B. miał być jego brat Wacław B., który posiadał stosowny testament, zgodnie z którym Józef B. zapisał mu cały spadek. Wacław B. wynajął więc adwokata, czyli panią Marę W-W po to, aby udała się do Londynu i uporządkowała mieszkanie po zmarłym. Pani Maria podczas porządkowania mieszkania znalazła nowszy testament zostawiony tam przez spadkobiercę, który powoływał w nim do spadku już nie Wacława B., tylko swojego bratanka Antoniego B. Generalnie zasada jest taka, że jeśli spadkobierca sporządził kilka testamentów, to liczy się testament najnowszy, dlatego spadkobiercą po Józefie B. ostatecznie został Antoni B. Co w tej sytuacji zrobiła pani adwokat? Oczywiście zawiadomiła Antoniego B. o testamencie, następnie została jego pełnomocnikiem, a na końcu pozwała go do wypłatę znaleźnego, czyli 1/10 wartości majątku spadkowego. Ta 1/10 to była kwota niebylejaka, bo aż 107 916,89 zł. Sprawa przeszła przez dwie instancje, a w końcu trafiła do Sądu Najwyższego. Ostatecznie pani adwokat sprawę przegrała. Sąd Najwyższy wypowiedział się jasno na temat tego, że testament nie może być uznany za rzecz znalezioną, ponieważ testament w ogóle nie jest rzeczą. Dodatkowo SN stwierdził, iż nie doszło przecież do zgubienia testamentu, ponieważ cały czas znajdował się on w mieszkaniu spadkodawcy. Na koniec SN zwrócił jeszcze uwagę na treść art.  646 Kodeksu Postępowania Cywilnego, zgodnie z którym Osoba, u której znajduje się testament, jest obowiązana złożyć go w sądzie spadku, gdy dowie się o śmierci spadkodawcy, chyba że złożyła go u notariusza. Sąd Najwyższy przypomniał, że ten przepis zawiera normę adresowaną do wszystkich obywateli i innych podmiotów, które znajdą się w posiadaniu testamentu, co oznacza, że każda osoba, u której taki testament się znajdzie ma  obowiązek złożenia go sądowi spadku. Nie ma wówczas mowy o żadnym znaleźnym.

wtorek, 14 maja 2013

Sąd też się myli, czyli o prostowaniu omyłek

Miałam ostatnio w kancelarii kilku klientów, którzy pokazywali mi postanowienia, w których Sądy umieszczały rzeczy ...dziwne. Zdarza się czasem, że sekretarz w pośpiechu przygotowuje sentencję albo zwyczajnie sędzia czegoś nie dopatrzy i mamy wyrok (lub postanowienie) z błędem. Jakim błędem? Np. gdybym wniosła do Sądu pozew w swoim imieniu i podczas całej sprawy występowała jako Sylwia Chrzan (bo tak w sumie się nazywam), a w końcowym rozstrzygnięciu Sąd stwierdziłby, że zasądza od pozwanego na rzecz powoda Sylwii Chżan. Czyli wszyscy wiedzą, że ja to ja, nie ma żadnych wątpliwości i jest to tak zwana oczywista omyłka pisarska. Wiadomo, że nikt nie chce mieć wyroku z błędem we własnym nazwisku. Oczywiście ta kwestia dotyczy nie tylko błędów pisarskich, ale też na przykład rachunkowych i wszelkich innych niedokładności, które są oczywiste. Co zrobić w takiej sytuacji? Zasadniczo zazwyczaj nie jest szczególnie trudno to poprawić. Należy wystąpić do Sądu z pismem, w którym wskażemy omyłkę oraz sposób jej poprawienia. Jeśli Sąd uzna, że faktycznie taka omyłka zaszła, to wyda postanowienie o sprostowaniu, a także uczyni wzmiankę na oryginale wyroku. Sąd w takiej sytuacji nie wydaje bowiem żadnego nowego wyroku w sprawie, nie zmienia też orzeczenia, tylko prostuje omyłkę, którą każdy by dostrzegł. Nie ma żadnego terminu do złożenia takiego wniosku, ponieważ orzeczenie może być sprostowane w każdym czasie.

Często jednak omyłki nie są takie do końca oczywiste. Przykładowo czytając orzecznictwo dotyczące tych przepisów natrafiłam na ciekawy wyrok Sądu Najwyższego, gdzie całe postępowanie to było pomieszanie z poplątaniem, jeśli chodzi o oznaczenie strony. Mianowicie powódka była nauczycielką. Pracowała w szkole podstawowej, która potem została zlikwidowana. Powódka miała w stosunku do tej szkoły roszczenia pieniężne, ale ponieważ szkoła nie istniała, to jako pozwanego w pozwie wskazała wójta gminy R. (skrót nazwy gminy w której znajdowała się szkoła - w programie LEX nie podaje się całych nazw miejscowości w takich sytuacjach). Podczas procesu sędzia różnie nazywał stronę. W niektórych zarządzeniach i protokołach  z rozpraw stroną był "wójt gminy R.", kiedy indziej "Gmina R.", a czasem "Urząd gminy R.". Strony również nie do końca się orientowały, ponieważ np. na rozprawie pełnomocnik powódki oświadczył, że stroną jest "Urząd gminy R.", a na kolejnej rozprawie ten sam pełnomocnik stwierdził, ze stroną jest "Gmina R." Sąd I instancji wydał wyrok, w którym oddalił powództwo nauczycielki, a stroną w wyroku była Gmina R. Na skutek apelacji nauczycielki sprawą zajął się Sąd Okręgowy, który wyrok uchylił i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania Sądowi I instancji. Sąd I instancji nie wiadomo dlaczego wydał nowy wyrok w którym jako strona pozwana tym razem wskazany został...Urząd gminy R. Wówczas apelację od tego wyroku wniosła gmina R., a Sąd Okręgowy ją odrzucił, ponieważ stwierdził, że skoro w wyroku stroną był urząd, to gmina jest innym podmiotem i nie może występować z apelacją. (apelację może bowiem złożyć tylko strona). Gmina chciała sprostowania wyroku, ponieważ uważała, że od początku to ona była stroną i tylko omyłkowo do wyroku wpisano urząd gminy. Sprawa trafiła w końcu do Sądu Najwyższego, który uznał, że oczywiście stroną od początku była gmina, bo to gmina przejęła zobowiązania zlikwidowanej szkoły, która była pracodawcą nauczycielki. Oczywistym było, że urząd może występować jako pracodawca tylko w sprawach osób zatrudnionych w tym urzędzie i po prostu nie mógł być stroną w tej sprawie. Sąd Najwyższy uznał, że tylko na skutek niestaranności Sądu I instancji w zaskarżonym wyroku błędnie oznaczono stronę pozwaną, a więc taka oczywista omyłka powinna być sprostowana.

Jak widać omyłki to czasem tylko z pozoru proste sprawy.

środa, 3 kwietnia 2013

Elektroniczne postępowanie upominawcze, czyli o e-Sądzie z Lublina

Dzisiejszy post dotyczyć będzie prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjnego Sądu w Polsce, czyli tak zwanego e-Sądu. W moich wcześniejszych postach pisałam sporo o nakazach zapłaty. Nakazy zapłaty wydawać może każdy Sąd w Polsce, ale tylko jeden Sąd wydaje nakazy zapłaty jedynie w formie elektronicznej. Tym Sądem jest Sąd Rejonowy Lublin-Zachód w Lublinie. Ale może zacznę od początku:

Zasadniczo wszelkie pozwy wnosimy do Sądu w formie papierowej, czyli pisemnej (ewentualnie w pewnych wypadkach ustnej). Ustawodawca przewidział jednak pewne rozwiązanie prawne, które teoretycznie miało na celu przyspieszenie oraz uproszczenie postępowania. Tym rozwiązaniem było elektroniczne postępowanie upominawcze (w skrócie EPU), które zaczęło funkcjonować w Polsce od 2010 r. Postępowanie to realizowane jest jedynie przez jeden Sąd. Mogą Państwo zapytać, czemu w tym celu wybrano akurat Sąd w Lublinie, jednak nie ma na to pytanie merytorycznej odpowiedzi. Po prostu tak zostało to ustalone.

EPU wyróżnia się tym, ze powód składa swój pozew tylko w formie elektronicznej. Do pozwu nie dołącza się dowodów, należy tylko je dokładnie wymienić. Oczywiście gdy piszę o formie elektronicznej, to nie mam na myśli tego, że taki pozew wysyła się do Sądu mailem, tylko to, że należy go wprowadzić do specjalnego systemu teleinformatycznego. Więcej informacji znajdziemy na stronie lublińskiego Sądu. Następnie Sąd (albo referendarz sądowy) bada, czy roszczenie jest zasadne i jeśli uzna, że tak, to wydaje nakaz zapłaty, który zostaje wysłany do pozwanego. Od razu napiszę jednak, że e-Sąd praktycznie w każdej sytuacji wydaje nakaz. Podobnie jak w postępowaniu upominawczym oraz nakazowym pozwany ma dwa tygodnie na wniesienie sprzeciwu. Wówczas nakaz zapłaty straci moc i sprawa zostanie skierowana do Sądu miejsca zamieszkania pozwanego.

Wiele można poczytać w internecie na temat zalet tego postępowania. Wskazuje się między innymi, że EPU jest dużo tańsze i szybsze od tradycyjnych postępowań. Tak jest w istocie, jednak wiele osób uważa, że nie chroni ono wystarczająco interesów pozwanego. Dlatego też planowana jest obecnie reforma tego postępowania, o której na pewno jeszcze napiszę.

Zasadniczo są tak naprawdę dwa główne problemy, które w rzeczywistości dotyczą nie tylko e-Sądu, ale i pozostałych postępowań, gdzie wydaje się nakazy zapłaty, jednak to w e-Sądzie są one najbardziej jaskrawo widoczne. Pierwszym  problemem jest doręczenie nakazu. Zdarza się niestety, że powodowie podają w pozwie nieaktualny adres pozwanego (np. adres z umowy zawartej przed wielu laty). Niestety mimo to często takie nakazy uznaje się za doręczone. Kolejnym bardzo istotnym problemem jest niska świadomość prawna pozwanych, którzy nawet jeśli dostaną nakaz zapłaty do rąk własnych, to nie potrafią odwołać się od niego albo totalnie go ignorują. Kolejnym problemem wydaje się być to, że powodowie często dochodzą przed e-Sądem roszczeń od dawna przedawnionych. Tak jest w istocie, jednak faktem jest, że powód ma prawo dochodzić przedawnionego roszczenia. Dlatego tak istotna jest reakcja pozwanego. O problemach związanych z doręczeniami i przedawnionymi roszczeniami będę jeszcze pisać, bo są to bardzo istotne kwestie. W tym poście chciałabym jedynie zasugerować, że jeśli otrzymamy przesyłkę z Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie, to nie ignorujmy jej, tylko skorzystajmy z fachowej porady, zanim nie będzie za późno.

piątek, 22 marca 2013

O nakazach zapłaty II, czyli poradnik pozwanego

W moim poprzednim poście pisałam o nakazach zapłaty, czyli wyrokach wydawanych bez rozprawy. Myślę jednak, że przyda się jeszcze kilka słów wyjaśnienia. Generalnie treść nakazu zapłaty zawsze brzmi tak, że pozwany ma w ciągu dwóch tygodni zapłacić powodowi żądaną kwotę albo w tym terminie wnieść do Sądu sprzeciw (w postępowaniu upominawczym) albo zarzuty (w postępowaniu nakazowym). Czyli, jeśli się zgadzamy, to płacimy od razu, a jeśli się nie zgadzamy to zaskarżamy nakaz do Sądu. Naprawdę po otrzymaniu nakazu powinniśmy dokładnie przemyśleć swoje stanowisko. Brak reakcji może mieć bowiem dla nas bardzo niekorzystne skutki. Zresztą niekorzystne skutki będzie miało również nieodebranie wysłanego do nas nakazu. Wielokrotnie miałam do czynienia z Klientami, którzy ignorowali nakazy zapłaty, czyli wyrzucali, zapominali, nie odbierali, a potem dziwili się, gdy komornik rozpoczynał egzekucję z ich wynagrodzenia.

Co się stanie, jeśli prawidłowo wniesiemy środek zaskarżenia? Jeśli chodzi o postępowanie upominawcze, to nakaz zapłaty straci moc, czyli inaczej mówiąc przestanie istnieć, a Sąd wyznaczy termin rozprawy. Sąd będzie musiał wówczas zapoznać się ze wszystkimi twierdzeniami zawartymi w sprzeciwie, a także z dowodami, które dołączymy. Po przeprowadzeniu rozprawy Sąd wyda wyrok. Z kolei w postępowaniu nakazowym po prawidłowym wniesieniu zarzutów Sąd wyznacza rozprawę. Tutaj również Sąd zapoznaje się ze wszystkimi twierdzeniami pozwanego i dołączonymi dowodami. Następnie po rozprawie Sąd wydaje wyrok, w którym nakaz zapłaty może utrzymać w mocy (jeśli uzna, że roszczenie powoda było zasadne). Jeśli Sąd uzna, że roszczenia powoda były bezpodstawne, to w wyroku uchyli nakaz.

Jeśli chodzi o różnice między sprzeciwem, a zarzutami, to jak wspominałam są to bardzo podobne pisma, jednak istotne jest to, że zarzuty powinniśmy opłacić, natomiast nie ma opłaty od sprzeciwu. Jest to bardzo ważna informacja dla pozwanego. Pozwani z reguły są bardzo zdziwieni, że ktoś ich pozwał, a oni muszą zapłacić, żeby mogli zaskarżyć nakaz, jednak tak zostało to uregulowane w przepisach.

Generalna konkluzja dzisiejszego postu jest taka: Jeśli dostaniemy nakaz zapłaty reagujemy jak najszybciej. Ustalamy swoje stanowisko i szukamy dowodów na potwierdzenie naszych twierdzeń. Jeśli uważamy, że powód nie ma racji, to zaskarżamy nakaz do Sądu. Jeśli uważamy, ze powód ma rację, to płacimy zanim dojdzie do egzekucji komorniczej, ponieważ zawsze wiąże się ona z dodatkowymi kosztami. Oczywiście o komornikach i kosztach komorniczych na pewno jeszcze będę pisać, ponieważ wielu Klientów o to pyta.

W kolejnym poście spróbuję napisać o e-sądzie, czyli chyba obecnie najbardziej kontrowersyjnym Sądzie w Polsce. Zapraszam do czytania.

środa, 20 marca 2013

Nakazy zapłaty, czyli o wyrokach bez rozprawy

Miałam właściwie pisać o e-Sądzie, czyli tak zwanym sądzie elektronicznym, ale pomyślałam, że w ramach wprowadzenia i tak powinnam napisać wcześniej o nakazach zapłaty. Nie będę jak zwykle zaczynać posta od słów "był u mnie ostatnio klient...", bo właściwie z praktyki mogę stwierdzić, że z nakazami zapłaty przychodzi do kancelarii bardzo wielu klientów.

Zasadniczo nakazem zapłaty określić można wyrok, który Sąd wydaje na posiedzeniu niejawnym, czyli bez przeprowadzenia rozprawy. Wiele osób może to zdziwić, ponieważ Klienci uważają często, że zawsze jest tak, że najpierw jest rozprawa; przychodzą strony, odbywają się przesłuchania, a dopiero potem Sąd wydaje wyrok. Jednak nie zawsze tak to wygląda. Często w praktyce jest bowiem tak, że powód składa do Sądu pozew, w którym pisze, że żąda zapłaty jakiejś kwoty od pozwanego. Chodzi tu o różne roszczenia pieniężne, np niezapłacone faktury za telefon, gaz, czy jakiekolwiek inne roszczenia. Do pozwu załączone są dowody i jeśli Sąd uzna, że dowody te są wiarygodne, to wydaje nakaz zapłaty bez przeprowadzenia rozprawy. Generalnie nakazy zapłaty wydaje się w dwóch postępowaniach: w postępowaniu nakazowym oraz postępowaniu upominawczym. Są między nimi pewne różnice, jednak to już będę rozwijać w kolejnych postach. Osobny post poświecę również elektronicznemu postępowaniu upominawczemu.

Jeśli Sąd stwierdzi, że twierdzenia powoda są wystarczająco wiarygodne, to wydaje nakaz, a następnie wysyła go do pozwanego, czyli dłużnika za pomocą poczty. Nakaz doręcza się zawsze za potwierdzeniem odbioru, natomiast jeśli pozwanego nie ma w domu, to listonosz zostawi w skrzynce awizo. Oczywiście z doręczeniami wiąże się wiele problemów praktycznych, które omówię już w innym poście. Teraz skupię się na sytuacji, gdy listonosz doręcza pozwanemu nakaz do rąk własnych. Co w takiej sytuacji należy zrobić? Przede wszystkim nie należy nakazu wyrzucać, bo to na pewno nie skończy się dla nas dobrze. Należy się z nim dokładnie zapoznać. Do nakazu dołączony jest również pozew oraz dowody, na których powód opiera swoje roszczenie. Zawsze otrzymamy również pouczenie na temat tego co powinniśmy dalej zrobić.

Trzeba pamiętać, że na reakcję mamy tylko 2 tygodnie od momentu doręczenia. W tym terminie musimy bowiem odwołać się do sądu, czyli wnieść sprzeciw (w postępowaniu upominawczym) albo zarzuty (w postępowaniu nakazowym). W praktyce nie ma specjalnie różnic między tymi pismami. Powinniśmy w nich wykazać np, że dług został przez nas spłacony albo, że nigdy nie istniał albo np., że jest przedawniony. Oczywiście o przedawnieniu też napiszę w innym poście, bo to bardzo szeroki temat. Jeśli nie wiemy specjalnie o co chodzi albo nie rozumiemy pisma, to skorzystajmy z porady prawnej. Trzeba bowiem pamiętać, ze jeśli otrzymamy z Sądu pismo o nazwie nakaz zapłaty i nie zareagujemy na nie, to nakaz ten się uprawomocni i wierzyciel będzie mógł udać z nim do komornika, który rozpocznie egzekucję. Może się pojawić pytanie o to, co należy zrobić, jeśli z jakiegoś powodu przegapimy termin 2 tygodni i nie odwołamy się od nakazu? Wówczas powinniśmy starać się o przywrócenie terminu, a ten temat już poruszyłam w jednym z poprzednich postów.



poniedziałek, 11 lutego 2013

Poniedzielne refleksje o rozprawach sądowych

Dziś poniedziałek, więc coś lekkiego na początek tygodnia. Wczoraj po południu zdarzyło mi się trafić w telewizji na rozrywkowy program Familiada nadawany przez Program Drugi Telewizji Polskiej. Zapewne wszyscy wiedzą, że w programie rywalizują dwie rodziny, które starają się odgadnąć jakie odpowiedzi na zadane pytania były najpopularniejsze wśród ankietowanych. Wczorajszy program zainteresował mnie w sposób szczególny, ponieważ jedno z pytań brzmiało: Kto bierze udział w rozprawie sądowej?
Po usłyszeniu odpowiedzi nasunęła mi się pewna refleksja na temat tego, że wielu ludzi jednak nie wie kto bierze w takiej rozprawie udział. (pomijam, czy odpowiedzi, które padają w programie są faktycznie odpowiedziami ankietowanych, czy są wymyślane przez twórców). Zasadniczo wymieniono sędziego, adwokata (ale już nie radcę prawnego), świadka, oskarżonego, prokuratora i protokolanta. Taki zestaw odpowiedzi może sugerować, ze ankietowani kojarzą rozprawy sądowe jedynie ze sprawami karnymi. Jednak warto pamiętać, że w rzeczywistości mamy znacznie większą możliwość, by wziąć udział w sprawie cywilnej. Zatem warto dowiedzieć, jak nazywają się osoby, które biorą udział takim postępowaniu. Przede wszystkim co oczywiste w sprawach cywilnych nie występuje oskarżony.
Najpierw wyjaśnię, że w postępowaniu cywilnym wyróżniamy dwa tryby postępowania - tryb procesowy i tryb nieprocesowy. W trybie procesowym mamy powoda oraz pozwanego. Powód to osoba, która składa pozew, w którym żąda czegoś od pozwanego. Z kolei w trybie nieprocesowym nie składamy pozwu, występuje wówczas wnioskodawca, który składa wniosek a osoby, które biorą udział w tym postępowaniu to uczestnicy. Zasadniczo sprawy rozpoznaje się w postępowaniu procesowym, jednakże są pewne określone typy spraw, które rozpatrywane są w postępowaniu nieprocesowym.

Jako, że mamy Tydzień Prawa Rodzinnego, to przykład będzie z zakresu spraw rodzinnych. Np sprawa o rozwód jest rozpatrywana w trybie procesowym, a sprawa o podział majątku wspólnego małżonków w trybie nieprocesowym. Dlatego też, jeśli chcemy się rozwieść musimy wnieść do sądu pozew, a jeśli chcemy po rozwodzie podzielić się majątkiem, to składamy odpowiedni wniosek.

Można zastanawiać się czym różnią się od siebie te tryby? Przede wszystkim tym, że ustawodawca założył, że w postępowaniu procesowym strony mają przeciwstawne interesy, jedna strona bowiem żąda czegoś od drugiej i dlatego wytacza jej proces. Jednakże w praktyce często jest to podział umowny, ponieważ np. w sprawach o podział majątku często uczestnicy wydają się jednak mieć przeciwstawne interesy.

wtorek, 5 lutego 2013

O tym dlaczego trzeba dotrzymywać terminów i co zrobić, jeśli ich nie dotrzymamy

Dziś kilka słów o terminach i o tym, dlaczego tak ważne jest ich przestrzeganie. A konkretnie o terminach w postępowaniu cywilnym. Często zdarza się, że dostajemy pismo z sądu z pouczeniem, że mamy np 14 dni na dokonanie jakiejś czynności albo po wydaniu wyroku sąd poucza nas, że mamy 7 dni, żeby żądać jego uzasadnienia. Skutki niedotrzymania terminów są różne, jednak na potrzeby tego bloga napiszę, ze często po prostu bywają dla nas bardzo niekorzystne. Co w takim razie zrobić, jeśli z jakichś powodów przegapiliśmy termin?

Najczęściej trzeba po prostu podjąć kroki w celu przywrócenia go. Wytłumaczę to na przykładzie. Otrzymaliśmy z sądu nakaz zapłaty wydany w postępowaniu upominawczym, z którym się nie zgadzamy, bo np uważamy, że roszczenie jest przedawnione albo bezpodstawne. W nakazie znajdowało się pouczenie, że mamy 14 dni na wniesienie sprzeciwu. Jeśli się spóźnimy Sąd odrzuci nasz sprzeciw, a nakaz się uprawomocni. Przykładowo w ciągu tych 14 dni mieliśmy poważny wypadek i w dniu upływu terminu ciągle znajdowaliśmy się w szpitalu w bardzo poważnym stanie. To spowodowało, że nie zdążyliśmy wnieść sprzeciwu, a termin upłynął.

O czym należy pamiętać w takiej sytuacji? Przede wszystkim o przywrócenie terminu powinniśmy wystąpić na piśmie w ciągu tygodnia od ustania przyczyny tego uchybienia. Ten tydzień liczyć można np od dnia wyjścia ze szpitala, bądź od ustania innej przyczyny, która przeszkodziła nam w dotrzymaniu terminu. Powinniśmy dokładnie opisać naszą sytuację, zaznaczyć kiedy ustała przyczyna oraz dokonać czynności, której nie dokonaliśmy wcześniej. Np jeśli przywracamy termin do wniesienia sprzeciwu, to razem z wnioskiem musimy wnieść sprzeciw. 

W jakich sytuacjach Sąd termin przywróci? Generalnie wtedy gdy uprawdopodobnimy, że niedotrzymanie terminu to nie była nasza wina, tylko jakieś okoliczności niezależne, a my staraliśmy się go dotrzymać. To wszystko powinno być przez nas dokładnie opisane w sposób przekonujący dla Sądu. Przeglądając orzecznictwo natrafiłam np na postanowienie Sądu Najwyższego, dokąd trafiła sprawa kobiety, która nie złożyła w terminie wniosku o sporządzenie uzasadnienia wyroku. Wynikało to z faktu, iż cierpiała wówczas na raka oraz cukrzycę, poddawała się leczeniu radiologicznemu, a to wszystko spowodowało, że cierpiała również na stany depresyjne. Sąd Najwyższy stwierdził, że powszechnie wiadomo, że stany takie mogą utrudniać, a niekiedy uniemożliwiać choremu prawidłowe zajmowanie się zarówno sprawami życia codziennego, jak i przede wszystkim sprawami urzędowymi czy sądowymi, w tym podejmowanie racjonalnych decyzji o czynnościach procesowych. Dlatego też kobiecie udało się ostatecznie przywrócić termin. Trzeba jednak pamiętać, ze każda sytuacja jest inna, a dużo zależy od oceny sądu. W praktyce niestety uchybienia terminów zazwyczaj wynikają z zapomnienia bądź niezrozumienia pouczenia Sądu.