wtorek, 14 maja 2013

Sąd też się myli, czyli o prostowaniu omyłek

Miałam ostatnio w kancelarii kilku klientów, którzy pokazywali mi postanowienia, w których Sądy umieszczały rzeczy ...dziwne. Zdarza się czasem, że sekretarz w pośpiechu przygotowuje sentencję albo zwyczajnie sędzia czegoś nie dopatrzy i mamy wyrok (lub postanowienie) z błędem. Jakim błędem? Np. gdybym wniosła do Sądu pozew w swoim imieniu i podczas całej sprawy występowała jako Sylwia Chrzan (bo tak w sumie się nazywam), a w końcowym rozstrzygnięciu Sąd stwierdziłby, że zasądza od pozwanego na rzecz powoda Sylwii Chżan. Czyli wszyscy wiedzą, że ja to ja, nie ma żadnych wątpliwości i jest to tak zwana oczywista omyłka pisarska. Wiadomo, że nikt nie chce mieć wyroku z błędem we własnym nazwisku. Oczywiście ta kwestia dotyczy nie tylko błędów pisarskich, ale też na przykład rachunkowych i wszelkich innych niedokładności, które są oczywiste. Co zrobić w takiej sytuacji? Zasadniczo zazwyczaj nie jest szczególnie trudno to poprawić. Należy wystąpić do Sądu z pismem, w którym wskażemy omyłkę oraz sposób jej poprawienia. Jeśli Sąd uzna, że faktycznie taka omyłka zaszła, to wyda postanowienie o sprostowaniu, a także uczyni wzmiankę na oryginale wyroku. Sąd w takiej sytuacji nie wydaje bowiem żadnego nowego wyroku w sprawie, nie zmienia też orzeczenia, tylko prostuje omyłkę, którą każdy by dostrzegł. Nie ma żadnego terminu do złożenia takiego wniosku, ponieważ orzeczenie może być sprostowane w każdym czasie.

Często jednak omyłki nie są takie do końca oczywiste. Przykładowo czytając orzecznictwo dotyczące tych przepisów natrafiłam na ciekawy wyrok Sądu Najwyższego, gdzie całe postępowanie to było pomieszanie z poplątaniem, jeśli chodzi o oznaczenie strony. Mianowicie powódka była nauczycielką. Pracowała w szkole podstawowej, która potem została zlikwidowana. Powódka miała w stosunku do tej szkoły roszczenia pieniężne, ale ponieważ szkoła nie istniała, to jako pozwanego w pozwie wskazała wójta gminy R. (skrót nazwy gminy w której znajdowała się szkoła - w programie LEX nie podaje się całych nazw miejscowości w takich sytuacjach). Podczas procesu sędzia różnie nazywał stronę. W niektórych zarządzeniach i protokołach  z rozpraw stroną był "wójt gminy R.", kiedy indziej "Gmina R.", a czasem "Urząd gminy R.". Strony również nie do końca się orientowały, ponieważ np. na rozprawie pełnomocnik powódki oświadczył, że stroną jest "Urząd gminy R.", a na kolejnej rozprawie ten sam pełnomocnik stwierdził, ze stroną jest "Gmina R." Sąd I instancji wydał wyrok, w którym oddalił powództwo nauczycielki, a stroną w wyroku była Gmina R. Na skutek apelacji nauczycielki sprawą zajął się Sąd Okręgowy, który wyrok uchylił i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania Sądowi I instancji. Sąd I instancji nie wiadomo dlaczego wydał nowy wyrok w którym jako strona pozwana tym razem wskazany został...Urząd gminy R. Wówczas apelację od tego wyroku wniosła gmina R., a Sąd Okręgowy ją odrzucił, ponieważ stwierdził, że skoro w wyroku stroną był urząd, to gmina jest innym podmiotem i nie może występować z apelacją. (apelację może bowiem złożyć tylko strona). Gmina chciała sprostowania wyroku, ponieważ uważała, że od początku to ona była stroną i tylko omyłkowo do wyroku wpisano urząd gminy. Sprawa trafiła w końcu do Sądu Najwyższego, który uznał, że oczywiście stroną od początku była gmina, bo to gmina przejęła zobowiązania zlikwidowanej szkoły, która była pracodawcą nauczycielki. Oczywistym było, że urząd może występować jako pracodawca tylko w sprawach osób zatrudnionych w tym urzędzie i po prostu nie mógł być stroną w tej sprawie. Sąd Najwyższy uznał, że tylko na skutek niestaranności Sądu I instancji w zaskarżonym wyroku błędnie oznaczono stronę pozwaną, a więc taka oczywista omyłka powinna być sprostowana.

Jak widać omyłki to czasem tylko z pozoru proste sprawy.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Kilka słów o mobbingu

W dzisiejszym poście postanowiłam napisać kilka słów o mobbingu. Problem ten jest o tyle istotny, że wiele osób czuje się mobbingowanych, jednak nie zawsze udaje im się tego dowieść przed przed Sądem.

W pierwszej kolejności wyjaśnić trzeba czym w ogóle mobbing jest. W tym celu konieczne jest sięgnięcie do Kodeksu Pracy, zgodnie z którym mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników.

Co wynika z tej definicji? Na początek pierwsza i najbardziej oczywista uwaga - mobbing to działania, które dotyczą pracownika. Dlaczego to podkreślam? Między innymi dlatego, że miałam raz klientkę, która twierdziła, ze jest mobbingowana przez bank, w którym miała kredyt. Wiele osób kojarzy bowiem mobbing z różnego rodzaju złym traktowaniem, a trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że występuje on tylko w stosunku pracy. 

Ponadto, co istotne działanie takie musi być uporczywe i długotrwałe. Chodzi o to, że za mobbing nie można uznać jakiegoś jednorazowego wydarzenia. Działania skierowane przeciwko pracownikowi muszą trwać dłużej. Kodeks Pracy nie definiuje oczywiście długotrwałości działania, dlatego każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie.

W dalszej kolejności w przepisie mowa jest o tym, że mobbing polega na nękaniu lub zastraszaniu. Mobbing powoduje poczucie obniżenia przydatności zawodowej, pracownik czuje się poniżony lub ośmieszony. Mobbing często ma na celu izolowanie lub wyeliminowanie pracownika z zespołu. Oczywiście te fakty muszą zostać przez pracownika udowodnione. Zazwyczaj właśnie w kwestiach dowodowych tkwi największy problem. Dzieje się tak dlatego, że osoby aktualnie pracujące w zakładzie pracy w którym dochodziło do mobbingu bardzo niechętnie zostają świadkami, a w obawie przed utratą pracy składają czasem fałszywe zeznania.

Dlatego też przed wystąpieniem na drogę sądową warto uzyskać poradę na temat tego, czy konkretna sytuacja w ogóle może być uznana za mobbing. Konieczne jest również zebranie dowodów. Warto zapytać pracowników, czy będą chcieli zeznawać na naszą korzyść. Świadków znaleźć można również wśród byłych pracowników. Takie osoby są zazwyczaj bardziej chętne do składania zeznań. Oczywiście powoływać się można również na inne dowody, np korespondencję mailową bądź nagrania. Od Sądu będzie zależało, czy te dowody dopuści. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z faktu, ze takie sprawy są bardzo trudne do wygrania. 

Ostatnie i najważniejsze pytanie, czyli co można zyskać? Jeśli mobbing wywoła u nas rozstrój zdrowia, to uzyskać możemy zadośćuczynienie. Jeśli rozwiążemy umowę o pracę, a przyczyną tego rozwiązania będzie mobbing, to możemy również domagać się odszkodowania. Oprócz tego Sąd Najwyższy stwierdził również, że także osoby, które nie rozwiązały umowy o pracę z powodu mobbingu mogą domagać się odszkodowania na podstawie przepisów Kodeksu Cywilnego.

środa, 17 kwietnia 2013

Jak sprawdzić, czy przyszły pracodawca nam zapłaci - Praktyczny Poradnik

Jednymi z najczęstszych spraw, z którymi zgłaszają się po porady prawne pracownicy są trudności z uzyskaniem od pracodawcy wynagrodzenia za pracę bądź innych świadczeń. Problemy te dotyczą oczywiście nie tylko pracowników, ale także zleceniobiorców, a także wykonawców dzieła. Zazwyczaj ludzie przychodzą po pomoc dopiero wtedy, gdy pracodawca im faktycznie nie zapłacił, istnieją jednak pewne sposoby, by już przed nawiązaniem współpracy sprawdzić, czy w przyszłości mogą wystąpić trudności z uzyskaniem pieniędzy. Wytłumaczę na przykładzie jak to zrobić.

Jeden z moich znajomych zamierzał nawiązać współpracę z pewną spółką. Jednak przeczytał w internecie negatywne opinie na jej temat, które dotyczyły między innymi tego, że firma ta nie wypłaca pieniędzy swoim pracownikom. Uznałam, że warto sprawdzić ją w Krajowym Rejestrze Sądowym. Oczywiście w tym rejestrze nie znajdziemy informacji na temat osób fizycznych, które prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą, a jedynie informacje na temat spółek. W jednym z moich poprzednich postów tłumaczyłam już jak to zrobić, ale na wszelki wypadek przypomnę:
2. U góry zaznaczamy pozycję "przedsiębiorcy"
3. Wpisujemy do tabeli dane, które mamy na temat tej firmy. Wystarczy wpisać np. nr KRS albo NIP
4. Przepisujemy kod z obrazka
5. Klikamy "szukaj"
6. Gdy ukaże nam się wynik wyszukiwania klikamy "wyświetl"
7. Gdy wyświetlą się dane podmiotu schodzimy na dół strony i klikamy "pobierz wydruk"

Po przejściu powyższych kroków zobaczymy dane dotyczące podmiotu, który chcemy sprawdzić. Najbardziej interesuje nas dział IV. Dlaczego?
Ponieważ znajdziemy tam pozycje takie, jak:
Rubryka 1 - Zaległości
Rubryka 2 - Wierzytelności
Rubryka 3 - Informacje o zabezpieczeniu majątku dłużnika w postępowaniu w przedmiocie ogłoszenia upadłości, o oddaleniu wniosku o ogłoszenie upadłości z uwagi na fakt, że majątek niewypłacalnego dłużnika nie wystarcza na zaspokojenie kosztów postępowania
Rubryka 4 - Umorzenie prowadzonej przeciwko podmiotowi egzekucji z uwagi na fakt, że z egzekucji nie uzyska się sumy wyższej od kosztów egzekucyjnych

Po przejrzeniu tego działu okazało się, iż spółka, z którą zamierzał nawiązać współpracę mój znajomy ma aż 3 wpisy w Rubryce 4. Oznacza to, że wobec spółki były prowadzone aż 3 postępowania komornicze, które zostały umorzone, ponieważ okazało się, że z egzekucji nie uzyska się sumy wyższej od kosztów egzekucyjnych. Co to dokładnie oznacza dla potencjalnego pracownika? Oczywiście to, że firma nie posiada żadnych aktywów i nawet komornik nic w niej nie znalazł wartościowego. I to aż 3 razy.

Oczywistym jest, ze nawiązywanie współpracy z taką spółką jest bardzo ryzykowne, dlatego też odradzałam to mojemu znajomemu.

środa, 3 kwietnia 2013

Elektroniczne postępowanie upominawcze, czyli o e-Sądzie z Lublina

Dzisiejszy post dotyczyć będzie prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjnego Sądu w Polsce, czyli tak zwanego e-Sądu. W moich wcześniejszych postach pisałam sporo o nakazach zapłaty. Nakazy zapłaty wydawać może każdy Sąd w Polsce, ale tylko jeden Sąd wydaje nakazy zapłaty jedynie w formie elektronicznej. Tym Sądem jest Sąd Rejonowy Lublin-Zachód w Lublinie. Ale może zacznę od początku:

Zasadniczo wszelkie pozwy wnosimy do Sądu w formie papierowej, czyli pisemnej (ewentualnie w pewnych wypadkach ustnej). Ustawodawca przewidział jednak pewne rozwiązanie prawne, które teoretycznie miało na celu przyspieszenie oraz uproszczenie postępowania. Tym rozwiązaniem było elektroniczne postępowanie upominawcze (w skrócie EPU), które zaczęło funkcjonować w Polsce od 2010 r. Postępowanie to realizowane jest jedynie przez jeden Sąd. Mogą Państwo zapytać, czemu w tym celu wybrano akurat Sąd w Lublinie, jednak nie ma na to pytanie merytorycznej odpowiedzi. Po prostu tak zostało to ustalone.

EPU wyróżnia się tym, ze powód składa swój pozew tylko w formie elektronicznej. Do pozwu nie dołącza się dowodów, należy tylko je dokładnie wymienić. Oczywiście gdy piszę o formie elektronicznej, to nie mam na myśli tego, że taki pozew wysyła się do Sądu mailem, tylko to, że należy go wprowadzić do specjalnego systemu teleinformatycznego. Więcej informacji znajdziemy na stronie lublińskiego Sądu. Następnie Sąd (albo referendarz sądowy) bada, czy roszczenie jest zasadne i jeśli uzna, że tak, to wydaje nakaz zapłaty, który zostaje wysłany do pozwanego. Od razu napiszę jednak, że e-Sąd praktycznie w każdej sytuacji wydaje nakaz. Podobnie jak w postępowaniu upominawczym oraz nakazowym pozwany ma dwa tygodnie na wniesienie sprzeciwu. Wówczas nakaz zapłaty straci moc i sprawa zostanie skierowana do Sądu miejsca zamieszkania pozwanego.

Wiele można poczytać w internecie na temat zalet tego postępowania. Wskazuje się między innymi, że EPU jest dużo tańsze i szybsze od tradycyjnych postępowań. Tak jest w istocie, jednak wiele osób uważa, że nie chroni ono wystarczająco interesów pozwanego. Dlatego też planowana jest obecnie reforma tego postępowania, o której na pewno jeszcze napiszę.

Zasadniczo są tak naprawdę dwa główne problemy, które w rzeczywistości dotyczą nie tylko e-Sądu, ale i pozostałych postępowań, gdzie wydaje się nakazy zapłaty, jednak to w e-Sądzie są one najbardziej jaskrawo widoczne. Pierwszym  problemem jest doręczenie nakazu. Zdarza się niestety, że powodowie podają w pozwie nieaktualny adres pozwanego (np. adres z umowy zawartej przed wielu laty). Niestety mimo to często takie nakazy uznaje się za doręczone. Kolejnym bardzo istotnym problemem jest niska świadomość prawna pozwanych, którzy nawet jeśli dostaną nakaz zapłaty do rąk własnych, to nie potrafią odwołać się od niego albo totalnie go ignorują. Kolejnym problemem wydaje się być to, że powodowie często dochodzą przed e-Sądem roszczeń od dawna przedawnionych. Tak jest w istocie, jednak faktem jest, że powód ma prawo dochodzić przedawnionego roszczenia. Dlatego tak istotna jest reakcja pozwanego. O problemach związanych z doręczeniami i przedawnionymi roszczeniami będę jeszcze pisać, bo są to bardzo istotne kwestie. W tym poście chciałabym jedynie zasugerować, że jeśli otrzymamy przesyłkę z Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie, to nie ignorujmy jej, tylko skorzystajmy z fachowej porady, zanim nie będzie za późno.

wtorek, 26 marca 2013

Wezwanie do zapłaty - poradnik wierzyciela

W moich ostatnich postach pisałam o sytuacji dłużnika, czyli osoby, która otrzymuje nakaz zapłaty. Jednakże wiem, że czytelnicy są nie tylko dłużnikami, często są również wierzycielami. Wielu osobom wierzyciel kojarzy się z bankiem albo firmą windykacyjną, ale tak naprawdę osoby fizyczne również mają czasem swoich własnych dłużników. Kiedy można stać się wierzycielem? Np. wtedy gdy nie zapłaci nam nasz pracodawca albo zleceniodawca. Niestety są to obecnie często występujące sytuacje. Zdarza się oczywiście, że taki pracodawca bądź zleceniodawca nie ma z czego zapłacić, ponieważ i jemu ktoś jest winien pieniądze, jednak często nie płaci dlatego, że czuje się bezkarny. Zdarza się, że taki dłużnik uważa, że skoro kwota jest niska, to wierzycielowi nie będzie się chciało występować na drogę sądową. Okazuje się jednak, że czasem można łatwo odzyskać swoje pieniądze bez udziału Sądu. Dziś napiszę w jaki sposób to zrobić.

Był u mnie jakiś czas temu Klient, który już ponad rok temu wykonał dzieło dla pewnego zamawiającego. Wynagrodzenie nie było wysokie, bo chodziło w sumie o kilkaset złotych, jednak to, że kwota jest niska nie oznacza przecież, że zamawiający może jej bezkarnie nie zapłacić. Klient nie wiedział jak odzyskać pieniądze, więc zwrócił się do nas. Wytłumaczyłam mu, że oczywiście będzie można wystąpić na drogę sądowa, jednak w pierwszej kolejności powinniśmy sprawdzić, czy dłużnik zapłaci nam dobrowolnie. Jak to najlepiej sprawdzić? Poprzez wysłanie wezwania do zapłaty. 

Wezwaniem do zapłaty określamy pismo, w którym wierzyciel oświadcza dłużnikowi, ze żąda od niego zapłaty jakiejś kwoty wynikającej np. z umowy o dzieło albo umowy zlecenia bądź z jakiegoś jeszcze innego tytułu w terminie np. 7 albo 14 dni. W takim piśmie powinniśmy również zażądać odsetek za zwłokę oraz napisać w jaki sposób dłużnik ma nam zapłacić (np przekazem pocztowym albo poprzez przelew bankowy). W wezwaniu do zapłaty stwierdzamy, że jeśli dłużnik nam nie zapłaci, to zmuszeni będziemy wystąpić na drogę sądową. Takie pismo należy oczywiście wysłać za potwierdzeniem nadania, a najlepiej też odbioru, ponieważ to przyda nam się w razie ewentualnej sprawy sądowej. Możemy je również doręczyć osobiście w siedzibie dłużnika, jednak w takim przypadku powinniśmy otrzymać od niego potwierdzenie wpłynięcia pisma.

Klienci często pytają mnie czy powinni wysłać takie pismo samodzielnie, czy lepiej, żeby zrobiła to kancelaria prawna. Nie ma tutaj reguły. Jeśli wyślemy pismo samodzielnie, to jak najbardziej będzie ono ważne, jednak wydaje się, że dłużnicy często bardziej poważnie traktują pisma wysłane przez kancelarie. W przypadku mojego Klienta już kilka dni po wysłaniu wezwania otrzymałam telefon od jego dłużnika który poinformował mnie, ze już wysyła do Klienta przekaz z wynagrodzeniem, a kolejnym przekazem wyśle również odsetki. Tak też się stało i Klient bez udziału Sądu odzyskał swoje pieniądze. Wielu z nas ma takich dłużników. Chcąc odzyskać pieniądze musimy pamiętać, by działać szybko ze względu na upływające terminy przedawnienia. (o których jeszcze będę pisać w kolejnych postach)

piątek, 22 marca 2013

O nakazach zapłaty II, czyli poradnik pozwanego

W moim poprzednim poście pisałam o nakazach zapłaty, czyli wyrokach wydawanych bez rozprawy. Myślę jednak, że przyda się jeszcze kilka słów wyjaśnienia. Generalnie treść nakazu zapłaty zawsze brzmi tak, że pozwany ma w ciągu dwóch tygodni zapłacić powodowi żądaną kwotę albo w tym terminie wnieść do Sądu sprzeciw (w postępowaniu upominawczym) albo zarzuty (w postępowaniu nakazowym). Czyli, jeśli się zgadzamy, to płacimy od razu, a jeśli się nie zgadzamy to zaskarżamy nakaz do Sądu. Naprawdę po otrzymaniu nakazu powinniśmy dokładnie przemyśleć swoje stanowisko. Brak reakcji może mieć bowiem dla nas bardzo niekorzystne skutki. Zresztą niekorzystne skutki będzie miało również nieodebranie wysłanego do nas nakazu. Wielokrotnie miałam do czynienia z Klientami, którzy ignorowali nakazy zapłaty, czyli wyrzucali, zapominali, nie odbierali, a potem dziwili się, gdy komornik rozpoczynał egzekucję z ich wynagrodzenia.

Co się stanie, jeśli prawidłowo wniesiemy środek zaskarżenia? Jeśli chodzi o postępowanie upominawcze, to nakaz zapłaty straci moc, czyli inaczej mówiąc przestanie istnieć, a Sąd wyznaczy termin rozprawy. Sąd będzie musiał wówczas zapoznać się ze wszystkimi twierdzeniami zawartymi w sprzeciwie, a także z dowodami, które dołączymy. Po przeprowadzeniu rozprawy Sąd wyda wyrok. Z kolei w postępowaniu nakazowym po prawidłowym wniesieniu zarzutów Sąd wyznacza rozprawę. Tutaj również Sąd zapoznaje się ze wszystkimi twierdzeniami pozwanego i dołączonymi dowodami. Następnie po rozprawie Sąd wydaje wyrok, w którym nakaz zapłaty może utrzymać w mocy (jeśli uzna, że roszczenie powoda było zasadne). Jeśli Sąd uzna, że roszczenia powoda były bezpodstawne, to w wyroku uchyli nakaz.

Jeśli chodzi o różnice między sprzeciwem, a zarzutami, to jak wspominałam są to bardzo podobne pisma, jednak istotne jest to, że zarzuty powinniśmy opłacić, natomiast nie ma opłaty od sprzeciwu. Jest to bardzo ważna informacja dla pozwanego. Pozwani z reguły są bardzo zdziwieni, że ktoś ich pozwał, a oni muszą zapłacić, żeby mogli zaskarżyć nakaz, jednak tak zostało to uregulowane w przepisach.

Generalna konkluzja dzisiejszego postu jest taka: Jeśli dostaniemy nakaz zapłaty reagujemy jak najszybciej. Ustalamy swoje stanowisko i szukamy dowodów na potwierdzenie naszych twierdzeń. Jeśli uważamy, że powód nie ma racji, to zaskarżamy nakaz do Sądu. Jeśli uważamy, ze powód ma rację, to płacimy zanim dojdzie do egzekucji komorniczej, ponieważ zawsze wiąże się ona z dodatkowymi kosztami. Oczywiście o komornikach i kosztach komorniczych na pewno jeszcze będę pisać, ponieważ wielu Klientów o to pyta.

W kolejnym poście spróbuję napisać o e-sądzie, czyli chyba obecnie najbardziej kontrowersyjnym Sądzie w Polsce. Zapraszam do czytania.

środa, 20 marca 2013

Nakazy zapłaty, czyli o wyrokach bez rozprawy

Miałam właściwie pisać o e-Sądzie, czyli tak zwanym sądzie elektronicznym, ale pomyślałam, że w ramach wprowadzenia i tak powinnam napisać wcześniej o nakazach zapłaty. Nie będę jak zwykle zaczynać posta od słów "był u mnie ostatnio klient...", bo właściwie z praktyki mogę stwierdzić, że z nakazami zapłaty przychodzi do kancelarii bardzo wielu klientów.

Zasadniczo nakazem zapłaty określić można wyrok, który Sąd wydaje na posiedzeniu niejawnym, czyli bez przeprowadzenia rozprawy. Wiele osób może to zdziwić, ponieważ Klienci uważają często, że zawsze jest tak, że najpierw jest rozprawa; przychodzą strony, odbywają się przesłuchania, a dopiero potem Sąd wydaje wyrok. Jednak nie zawsze tak to wygląda. Często w praktyce jest bowiem tak, że powód składa do Sądu pozew, w którym pisze, że żąda zapłaty jakiejś kwoty od pozwanego. Chodzi tu o różne roszczenia pieniężne, np niezapłacone faktury za telefon, gaz, czy jakiekolwiek inne roszczenia. Do pozwu załączone są dowody i jeśli Sąd uzna, że dowody te są wiarygodne, to wydaje nakaz zapłaty bez przeprowadzenia rozprawy. Generalnie nakazy zapłaty wydaje się w dwóch postępowaniach: w postępowaniu nakazowym oraz postępowaniu upominawczym. Są między nimi pewne różnice, jednak to już będę rozwijać w kolejnych postach. Osobny post poświecę również elektronicznemu postępowaniu upominawczemu.

Jeśli Sąd stwierdzi, że twierdzenia powoda są wystarczająco wiarygodne, to wydaje nakaz, a następnie wysyła go do pozwanego, czyli dłużnika za pomocą poczty. Nakaz doręcza się zawsze za potwierdzeniem odbioru, natomiast jeśli pozwanego nie ma w domu, to listonosz zostawi w skrzynce awizo. Oczywiście z doręczeniami wiąże się wiele problemów praktycznych, które omówię już w innym poście. Teraz skupię się na sytuacji, gdy listonosz doręcza pozwanemu nakaz do rąk własnych. Co w takiej sytuacji należy zrobić? Przede wszystkim nie należy nakazu wyrzucać, bo to na pewno nie skończy się dla nas dobrze. Należy się z nim dokładnie zapoznać. Do nakazu dołączony jest również pozew oraz dowody, na których powód opiera swoje roszczenie. Zawsze otrzymamy również pouczenie na temat tego co powinniśmy dalej zrobić.

Trzeba pamiętać, że na reakcję mamy tylko 2 tygodnie od momentu doręczenia. W tym terminie musimy bowiem odwołać się do sądu, czyli wnieść sprzeciw (w postępowaniu upominawczym) albo zarzuty (w postępowaniu nakazowym). W praktyce nie ma specjalnie różnic między tymi pismami. Powinniśmy w nich wykazać np, że dług został przez nas spłacony albo, że nigdy nie istniał albo np., że jest przedawniony. Oczywiście o przedawnieniu też napiszę w innym poście, bo to bardzo szeroki temat. Jeśli nie wiemy specjalnie o co chodzi albo nie rozumiemy pisma, to skorzystajmy z porady prawnej. Trzeba bowiem pamiętać, ze jeśli otrzymamy z Sądu pismo o nazwie nakaz zapłaty i nie zareagujemy na nie, to nakaz ten się uprawomocni i wierzyciel będzie mógł udać z nim do komornika, który rozpocznie egzekucję. Może się pojawić pytanie o to, co należy zrobić, jeśli z jakiegoś powodu przegapimy termin 2 tygodni i nie odwołamy się od nakazu? Wówczas powinniśmy starać się o przywrócenie terminu, a ten temat już poruszyłam w jednym z poprzednich postów.